Jakiś kiepski nastrój mnie dopadł. W poniedziałek wyjeżdżamy do Madrytu na ŚDM. Bardziej się chyba jednak denerwuję niż cieszę. Nigdy nie byłam na takiej pielgrzymce, nie wiem jak to będzie.
A poza tym, moi rodzice i młodszy brat jutro wyjeżdżają nad morze, więc zobaczymy się dopiero za
2,5 tygodnia!!
No; mimo, że rodzina czasem potrafi dopiec, to jednak w domu najlepiej.Mimo, że czasem się kłócimy,
to bardzo ich wszystkich kocham i tęsknię, gdy musimy rozstać się na dłużej.
Wiem, że zawsze tak jest, że denerwuję się przed czymś, choćby przed egzaminem, konkursem, koloniami, gdzie nikogo nie znam itd., a potem okazuje się, że wszystko OK, że niepotrzebnie się stresowałam.
Tak już niestety mam, że nie bardzo potrafię kontrolować poziom stresu i raczej utrzymuje się on u mnie
na poziomie "BARDZO WYSOKI, GROZI NERWICĄ" =)
Trwają ostatnie zakupy przedwyjazdowe. Mam już karimatę i śpiwór, a także kostium kąpielowy (jest śliczny!). Z rzeczy, które jeszcze kupić muszę to okulary przeciwsłoneczne. To chyba największe wyzwanie - w każdych wyglądam beznadziejnie. Mam jednak nadzieję, że znajdę jakieś znośne. Ba, muszę znaleźć!
Oj taki wyjazd to fajna sprawa :) Bez nerwów. Ale prawda ja też czasem muszę sobie bez powodu posmutać ;p
OdpowiedzUsuńMój blog ♥ Serdecznie zapraszam na nowy post! Zapraszam do obserwacji. Pozdrawiam.